Content anchor

Muzyka 2016: Polska krajem transu i postminimalizmu


Filip Lech
Wacław Zimpel, fot. Andrzej Sidor/FORUM

W latach 60. i 70. minimalizm kontestował porządek muzyki współczesnej. Dzisiaj słychać go w filharmonii i w muzyce filmowej, z kontrkultury przeszedł do kultury wysokiej. A w 2016 roku zawładnął polskimi płytami. 

Przez ostatnią dekadę (właściwie trochę dłużej) rozkwitała polska scena niezależna. Muzycy, producenci, improwizatorzy z różnych wytwórni i środowisk,  różnych miast – od Warszawy po Bydgoszcz – spotykali się na koncertach, zakładali nowe zespoły. Często były to twory efemeryczne, ale zostawiające po sobie nagrania. Albo przynajmniej jakąś legendę. Na scenie niezależnej jazz spotykał się z hałaśliwym i pokręconym rockiem; ktoś interesował się syntezatorami i szedł w kierunku muzyki elektronicznej; inni chcieli robić hip-hopowe bity. Niektórzy przychodzili ze świata, w którym kończy się szkoły muzyczne, inni byli samoukami.

Muzycy zgromadzeni wokół kilku klubów i kilkunastu wytwórni rok w rok tworzyli płyty opisywane potem przez dziennikarzy z Polski i zagranicy w podsumowaniach rocznych. Zawsze charakteryzowały się dużą rozpiętością gatunkową, zaspokajaniem różnych rodzajów muzycznej wrażliwości. Mam wrażenie, że w tym roku w polskiej muzyce, a dokładniej rzecz biorąc w polskiej fonografii, do głosu wyjątkowo wyraźnie do głosu doszedł jeden rodzaj wrażliwości muzycznej.

Chodzi mi o coś, co często nazywa się postminimalizmem. Co to takiego? To nic strasznego i wyjątkowo poważnego. To po prostu muzyka, która oparta jest na repetycji, posiada raczej stałą dynamikę, unika linearnej narracji – jest transowa. Skupia się na najdrobniejszych zmianach, czyli uczula na szczegóły kryjące się gdzieś głęboko w fakturach dźwięków. Może czerpać inspiracje z jazzu, rocka, muzyki świata, elektroniki albo muzyki współczesnej. Podziały gatunkowe nie są tutaj jakoś wyjątkowo ważne.

 

 

Dlaczego polscy muzycy umiłowali sobie trans, postminimalizm i pozorną monotonię? Nie wiadomo, ale na pewno maczało w tym palce dwóch muzyków: multiinstrumentalny Wacław Zimpel  (nominowany w tym roku do Paszportów Polityki) i perkusista Hubert Zemler. Zimpel jest klarnecistą wykształconym na Akademii Muzycznej, na polskiej scenie funkcjonuje przynajmniej od 2008 roku, kiedy debiutował z zespołem Hera. Swoją solową płytę (''Lines'', Instant Classic) wydał dopiero teraz. Gra tutaj zupełnie sam, ale na wielu instrumentach: na 3 rodzajach klarnetu, organach hammonda, khaenie (wietnamski aerofon, rodzaj bambusowej harmonijki ustnej) i na pianinie Rhodes.

Zimpel zaistniał najmocniej w świecie jazzu (nagrywał dużo z Mikołajem Trzaską i innymi znanymi i lubianymi muzykami), ale nie jest to jego jedyny muzyczny idiom. Więcej tutaj muzyki świata (kierunek Indie, ale i trochę Afryki) i klasyki amerykańskiego minimalizmu (Reich, Glass, Riley – kompozytorzy, którzy prawdopodobnie inspirowali wszystkich opisywanych w tym artykule twórców). Słychać nawet muzykę dawną, mowa o najkrótszym, ale dla mnie najciekawszym i w pewien sposób najodważniejszym utworze na płycie (''Deo Gratias'' Johannesa Ockeghema, jedyna nieautorska kompozycja na płycie). ''Lines'' to album bardzo zmienny, różnorodny – może trochę chaotyczny, ale to wina rozległych horyzontów Zimpla. 

 

 

Bardziej zdyscyplinowany okazał się Hubert Zemler, klasycznie wykształcony perkusista, który współpracował zarówno z orkiestrami symfonicznymi, jak i składami jazzowymi. Na wydanej przez  Bôłt płycie ''Pupation of Dissonance'' (pupa to po angielsku poczwarka, chodzi o ''wypoczwarzanie się dysonansów'') znalazły się 3 kompozycje: autorska, wspominanego już Steve'a Reicha i Pera Nørgårda. Postminimalizm u Zemlera rodzi się z ducha muzyki współczesnej, jest to duch, który podlega prawom kompozycji, ale jest o wiele bardziej swobodny niż atmosfera panująca na przykład na festiwalu. Najbardziej zachwyca tytułowa kompozycja (''Pupation''...), w poszukiwaniu perkusyjnych form wyrazu towarzyszy kompozytorowi-bębniarzowi Małgorzata Sarbak na klawesynie – bardzo dobre połączenie. Kolejny utwór, ''Music for Pieces of Wood'' Reicha przearanżowane na perkusję solo, ze swoim żywym rytmem bardziej pasuje do klubu niż do filharmonii. W taki sposób powinno pokazywać się muzykę współczesną. 

 

 

Zimpel z Zemlerem spotkali się w składzie LAM (''LAM'', Instant Classic), towarzyszy im jeszcze pianista Krzysztof Dys. To trzy utwory (w siedmiu częściach), w których powolne, refleksyjne akordy zamieniają się we fragmenty pędzące, motoryczne, bardzo transowe. Są tutaj nawet ostre jazzowe solówki na klarnecie! Poza tym płyta jest dopieszczona na poziomie produkcji, brzmi wyśmienicie (produkował mooryc). To płyta, na której słychać nie tylko czyste dźwięki instrumentów, ale też wszystkie szmery i tarcia.  

 

 

LAM przypomina mi album tria skrzypka Tomasza Sroczyńskiego (''Primal'', For Tune). Oprócz skrzypiec słyszymy tutaj Maksa Muchę na kontrabasie i Szymona Gąsiorka na  perkusji. ''Primal to muzyka zbudowana na jednym dzwięku i jego alikwotach, w połączeniu z pochodnymi ćwierć i półtonowymi'' wyjaśnia Sroczyński. Innymi słowy, skrzypce nie spełniają tutaj roli tego figlarnego instrumentu znanego z klasycznych orkiestr, instrumentu tryskającego feerią dźwięków. To raczej instrument, który jęczy i stęka, ale z bardzo dużą gracją. 

 

 

To tylko niektóre postminimalistyczne płyty, które w tym roku wyszły w Polsce. Nie można zapomnieć o Lotto (''Elite Feline'', Instant Classic), czyli trio Łukasza Rychlickiego, Paweł Szpura i Mike Majkowski. Ich poprzednia płyta brzmiała jak ścieżka dźwiękowa do westernu, najnowsza jest o wiele bardziej statyczna. Właściwie nic się tutaj nie dzieje, dźwięki są zawiesiste jak powietrze w upale. Głupio byłoby też nie wspomnieć o Kristen (''LAS'', Instant Classic), czyli delikatnym transie wypracowanym w warunkach post-rockowych. Zespół, który potrafi napisać słodką piosenkę, ale i stworzyć hałaśliwy chaos tym razem stworzył kilka repetytywnych miniatur instrumentalnych. Na płycie zmieściła się nawet jedna piosenka. 

 

 

 

Kategoria: 
Muzyka
Facebook Twitter Reddit Share